Dziś mnie będzie mało, więcej przyrody zwiastującej nadejście jesieni. Mojej ulubionej pory roku.

Poniżej widać kawałek zapowiedzianej w poprzednim poście spódnicy. W całej swej okazałości wystąpi pewnie nie raz ale na razie tylko tyle. 

buty - Deichmann
szare getry - gdzieś w Arkadach Wrocławskich
legginsy - H&M
spódnica - DIY z zasłony z SH, za 2zł ^^


Z wielką przyjemnością będę się opatulać w kilka warstw ciepłej wełny, nosić grube skarpety i spędzać wieczory z książką i gorącą herbatą.





swieter/sukienka - SH
legginsy, baleriny - H&M
zegarek - atlantic(znaleziony)
bransoletka - z popsutej opaski
naszyjnik - DIY
ps. jutro zaczynam szkołę, się trochę boję.
'Mimozami jesień się zaczyna...'
Ostatnie dni w 'Miłkówku'
Mój urlop dobiega końca, w poniedziałek wracam do Wrocławia i znów do pracy... Ku końcowi zmierza także tegoroczne lato. Mimo ciepłych i słonecznych dni, jeszcze, wieczory są już chłodne. Co dokładnie obrazują zdjęcia poniżej. Dobrze mi zrobił pobyt w domu. Nie zrealizowałam większości swoich planów (nie poszłam w góry, nic nie uszyłam - za to namówiłam mamę na uszycie mi spódnicy, którą najprawdopodobniej zaprezentuję w następnym poście) ale czuję się wypoczęta i pełna nowej energii. Nawet wróciłam do pisania i mam pewien pomysł z tym związany. Ale więcej nic nie powiem, nie zapeszajmy. Mam nadzieję, że nie będzie kolejny z tych słomianych.
Jutro mały wypad do Jeleniej Góry, czasem trzeba wyrwać się z wiejskiego życia i spotkać z ludźmi;p 


bluza DIY - przerobiłam płaszcz/pelerynę, sięgała prawie do kostek i była rozpinana.
spodnie - united colors of benetton
buty - deichmann
wielka chusta w kwiaty - vintage
torebka - vintage
Forest
Dni upływają mi na błogim nicnierobieniu, na spacerach wśród pól i lasów. Odpoczywam od internetu, nadrabiam zaległości w książkach, jem dużą ilość owoców i warzyw. Jest cudownie, nawet dzisiejszy brak słońca nie wpędził mnie w ponury nastrój, dodał tylko troszkę melancholii. Jutro może z tatą pojadę w Góry Stołowe albo do Czech.
Co do stroju, po raz kolejny moja czarna sukienka tym razem w duecie z maminą kamizelką. Nic nadzwyczajnego ale wygodnie i mogę chodzić w tym cały dzień, bez względu na to co robię.







ps. na Tauronie było super. Fever Ray magiczne. Katowiec jak zawsze zabawny;)
