Lithium

in

W końcu kupiłam sobie ocieplane buty na zimę. Ostatnie miałam... hmm.. nawet nie pamiętam kiedy. Przez lata licealne funkcję butów na zimę spełniały glany. Długo się zastanawiałam nad rodzajem, czy kozaki, czy też może jakieś krótkie do kostek. Ogólnie nie miałam pomysłu. Nie miałam też za dużej sumy do zainwestowania. Padło więc na CCC lub Deichmanna. Pierwszy sklep przeraził mnie czerwonymi kozakami w węziwzór, które wyglądały jakby chciały mnie zaatakować, więc czym prędzej wycofałam się. Tak więc mam kolejne buty z Deichmanna, i nie są to słynne już traperki(choć muszę przyznać, że je przymierzałam ale zima+obcas to w moim przypadku nie za dobre połączenie). Jak na razie zdjęcie samych butów. Brak fotografa w domu i w ogóle.



A już jutro wybieram się do WuZety i to nie na żadne balety, tylko na koncert Trójka Tur, czyli Czesław Śpiewa, Gaba Kulka i Dick4Dick. To będzie niestety mój jedyny koncert Dicków w tym semestrze, szkoda ;)




A tytuł posta taki, ponieważ znów powracam do piosenkowych tytułów, których słucha w momencie publikowania notki. Tym razem Nirvana, powrty do korzeni są całkiem przyjemne :)
Teraz w sumie stwierdziłam, że już w poprzednim pości do tego wróciłam ale ciii...


A dziś na miasto :)

Scaryzona

in

Oj tak, przerwa była mi potrzebna. Wracam ale jeszcze nie z iście szafiarskim postem. Na razie zostawiam Was z efektami współpracy z Sandrą. Było zimne popołudnie, Szymanów przywitał nas szybko zapadającym zmrokiem i cudownymi szklarniami pełnymi chryzantem . Trzeba było się spieszyć. Jedno jest pewne po tej sesji, nie nadaję się na modelkę ;p









(body i sukienka należą do mnie, kawałek czarnego tiulu - Sandry)

Teraz idę po pomidora, jak wrócę dodam część drugą, bonusową z 1 listopada.

Pierwszego listopada nie pojechałam jak większość do swoich domów (spowodowała to moja praca) Jednakże czułam potrzebę udania się na cmentarz. Pomyśleć, powspominać. Postanowiłyśmy z Martą, że pojedziemy na stary cmentarz żydowski, które obecnie należy do Muzeum Narodowego Wrocławia. Jestem zachwycona tym miejscem, chociaż trochę zaniedbane ale może to dodaje mu jeszcze większego uroku. Zachodzące słońce dodatkowo ozdobiło cały krajobraz tworząc miejsce magiczne, w którym życie doczesne styka się ze śmiercią.













Nawet na tytuł nie mam pomysłu.

in

Nie mogłam się zebrać do tego posta. Odkładałam to z dnia na dzień. Z efektów zdjęciowego spaceru do parku jestem zadowolona ale, no właśnie ale, jest to to samo miejsce co poprzednio, kolorystyka też ta sama. Mimo że znalazłyśmy drzewo, czegoś mi tu brakuje.

Co do stroju, brązowy sweter jest kolegą cynamonowej 'sukienki' z lumpeksu, jak zwykle legginsy i taka tam nuda. Może to ta jesień tak na mnie działa, że chodzę tylko w jej barwach, a może to coś zupełnie innego. Może to ten wszechobecny kryzys blogowy? Chyba nie, mimo to nie wiem kiedy tu coś nowego dodam. Inne zajęcia i plany potrzebują bardziej mojego czasu niż to miejsce.









sweter - GAP - SH
legginsy - od mamy
sukienka - top shop - SH
buty - deichmann
wisiorek - mojej mamy ręczna robota


ps. po przemyśleniu stwierdzam, że natłok inspiracji i związanych z nimi pomysłów mnie przerasta. Wolę posiedzieć z dobrą książką na ławce i wygrzewać się w promieniach cudownego październikowego słońca. (ale znając życie za kilka dni coś tu dodam;p)