W końcu kupiłam sobie ocieplane buty na zimę. Ostatnie miałam... hmm.. nawet nie pamiętam kiedy. Przez lata licealne funkcję butów na zimę spełniały glany. Długo się zastanawiałam nad rodzajem, czy kozaki, czy też może jakieś krótkie do kostek. Ogólnie nie miałam pomysłu. Nie miałam też za dużej sumy do zainwestowania. Padło więc na CCC lub Deichmanna. Pierwszy sklep przeraził mnie czerwonymi kozakami w węziwzór, które wyglądały jakby chciały mnie zaatakować, więc czym prędzej wycofałam się. Tak więc mam kolejne buty z Deichmanna, i nie są to słynne już traperki(choć muszę przyznać, że je przymierzałam ale zima+obcas to w moim przypadku nie za dobre połączenie). Jak na razie zdjęcie samych butów. Brak fotografa w domu i w ogóle.

A już jutro wybieram się do WuZety i to nie na żadne balety, tylko na koncert Trójka Tur, czyli Czesław Śpiewa, Gaba Kulka i Dick4Dick. To będzie niestety mój jedyny koncert Dicków w tym semestrze, szkoda ;)

A tytuł posta taki, ponieważ znów powracam do piosenkowych tytułów, których słucha w momencie publikowania notki. Tym razem Nirvana, powrty do korzeni są całkiem przyjemne :)
Teraz w sumie stwierdziłam, że już w poprzednim pości do tego wróciłam ale ciii...
A dziś na miasto :)

















